Jak być asertywnym, nie będąc agresywnym? Cała sztuka mieści się w jednym rozróżnieniu: granica mówi o TOBIE („tego nie robię", „na to się nie zgadzam"), a agresja mówi o NIM („jesteś bezczelny", „jak śmiesz"). Dopóki Twoje zdanie zaczyna się i kończy na Tobie — jest granicą i nikt uczciwy nie może mieć o nie pretensji. To zmienia stawianie granic z konfliktu w informację.
Druga dobra wiadomość: asertywność to nie cecha charakteru, z którą trzeba się urodzić. To technika — a technik można się nauczyć w weekend i szlifować latami. Poniżej trzy najważniejsze plus dziesięć gotowych zdań do wzięcia od ręki.
Wiele osób nie stawia granic z obawy, że wyjdą na konfliktowe. To pomylenie dwóch różnych rzeczy. Agresja atakuje drugą osobę i żąda, żeby się zmieniła. Granica niczego od nikogo nie żąda — informuje, co TY zrobisz: „nie będę kontynuować rozmowy w tym tonie", „nie pożyczam pieniędzy", „wychodzę, jeśli to się powtórzy". Druga strona może się z granicą nie zgadzać, ale nie może jej „obalić", bo granica nie jest tezą do dyskusji — jest faktem o Tobie.
Jest jeszcze trzecia droga, najczęstsza i najbardziej zdradliwa: uległość z odroczonym wybuchem. Miesiącami mówisz „nie szkodzi", aż w końcu wybuchasz o rzecz drobną — i to Ty wychodzisz na osobę niestabilną. Granice stawiane na bieżąco, małe i spokojne, są właśnie po to, żeby do wielkiego wybuchu nigdy nie doszło.
Klasyczna konstrukcja asertywna składa się z trzech elementów: fakt (bez ocen) + Twoje odczucie lub decyzja + oczekiwanie albo konsekwencja. W praktyce:
Zauważ, że żadne z tych zdań nie zawiera oceny drugiej osoby — i właśnie dlatego tak trudno z nimi walczyć. Nie ma czego bronić, nie ma o co się obrazić. Jest tylko informacja: tak to na mnie działa i tak będę postępować.
Prawdziwy test granicy przychodzi po jej postawieniu. „No weź, nie przesadzaj", „kiedyś ci to nie przeszkadzało", „raz możesz zrobić wyjątek". To nie są argumenty — to sondowanie, czy granica jest z betonu, czy z papieru. Odpowiedzią jest technika zdartej płyty: powtarzasz swoją granicę tymi samymi lub prawie tymi samymi słowami, spokojnie, bez nowych uzasadnień.
Klucz: żadnych nowych argumentów. Każde nowe uzasadnienie to nowy front do ataku — „a właśnie, że możesz, bo…". Płyta zdarta nie daje się zaczepić, bo się nie zmienia. Trzy powtórzenia kończą 95% prób; pozostałe 5% to relacje, w których problemem nie jest komunikacja.
Wklej jego wiadomość do Ripstera — nastrój „poważna" i intencja „postawić do pionu" robią robotę.
Wygeneruj odpowiedźPułapka pierwsza: przepraszanie za granicę. „Przepraszam, ale nie mogę…" — nie masz za co przepraszać; granica to nie wykroczenie. Zamień na „dziękuję": „Dziękuję, że rozumiesz — nie mogę". Pułapka druga: tłumaczenie się w nieskończoność. Jedno krótkie uzasadnienie bywa uprzejme; trzecie z rzędu to zaproszenie do negocjacji. Pułapka trzecia: stawianie granic tylko w złości. Granica wykrzyczana brzmi jak atak i bywa odwoływana ze wstydem — a granica postawiona spokojnie zostaje na lata.
I ostatnia myśl, chyba najważniejsza: ludzie, którzy reagują złością na Twoje granice, to dokładnie ci, którym brak tych granic najbardziej się opłacał. Ich niezadowolenie nie jest dowodem, że robisz coś złego — jest dowodem, że granica była potrzebna.